Blog: Michalina Ziółkowska
MP w Obiszowie na nowym R+
Kategoria:
Kilka dni temu Kross zaprezentował na Eurobike'u nowy model Level R+ na 27,5 calowych kołach. Tuż po premierze trafił on prosto w moje ręce na testy. Zbliżające się wielkimi krokami Mistrzostwa Polski w maratonie MTB wydawały się być doskonałą okazją na pierwszy sprawdzian. Brak gór w okolicy, a jedynie obecność niewielkich Wzgórz Dalkowskich sugerował, że może to być szybki, interwałowy wyścig. Trasa wytyczona została głównie po leśnych, polnych i szutrowych ścieżkach, w większości płaskich. Organizator postarał się przy tym o wzbogacenie trasy o specjalne sekcje techniczne, może nieszczególnie trudne, ale było to kilka singli o wąskich ścieżkach, gdzie trzeba było dobrze manewrować rowerem wśród ciasno usytuowanych drzew. W tych okolicznościach rower na większych kołach zdawał się być bardzo rozsądnym wyborem. Mi do podjęcia takiej decyzji wystarczyły dwa dni testów (na moich typowych treningowych trasach) połączonych z próbą jak najlepszego dopasowania roweru do mojej sylwetki. (Tu muszę dodać, że z racji niskiego wzrostu do tej pory moim wyścigowym rowerem był 26-calowy Level A+).
Pierwsze jazdy treningowe wywoływały bardzo pozytywne odczucia, ale to maraton miał być tym pierwszym poważnym sprawdzianem. W Obiszowie głównymi kandydatkami do mistrzowskiego tytułu były Katarzyna Solus-Miśkowicz i Anna Szafraniec, specjalistki od takich interwałowych tras, obie jeżdżące już od pewnego czasu na kołach 29 calowych. Ale tuż po starcie na pierwszych kilometrach nowy rower niósł mnie znakomicie, połykał proste odcinki i drobne nierówności, a gdy tylko się rozpędzał, łatwiej można było utrzymać prędkość. Natomiast przy stromych, sztywnych pojazdach dało się zauważyć, że drobne wytrącenie z rytmu bardzo szybko powodowało spowolnienie tempa jazdy, a ponowne rozpędzenie maszyny wymagało użycia sporej siły. Tu dało mi się też we znaki brak odbycia z manetkami typu "Grip Shift", a pomyłki przy zmianie biegów dość skutecznie potrafiły wybić z rytmu. Niestety wieloletniego przyzwyczajenie do "Triggerów" nie da się zapomnieć w 3 dni. Te wpadki - to akurat - myślę że da się w miarę szybko wyeliminować po dłuższym użytkowaniu roweru.
Inną zaletą roweru, jaką udało mi się odczuć to dobre wchodzenie w zakręty i pewniejsze pokonywanie zjazdów. Nie było też problemów przy manewrach na wąskich ścieżkach między drzewami, zwłaszcza kiedy rower utrzymywał dobrą prędkość. Kłopoty zaczynały się, gdy przy gwałtownym hamowaniu rower nagle tracił prędkość. Tu trzeba w miarę sprawnie mieć opanowane manipulowanie nowymi gripami i mocnego kopa na ruszenie. Ale to też kwestia czasu i obycia się z rowerem.
Wszystko to sprawiało, że początek wyścigu sprawiał mi dużo frajdy, co być może za bardzo nakręciło mnie na niepotrzebne szarpanie tempa. Bardziej doświadczone Kasia i Anna spokojnie wyczekały i zaatakowały skutecznie w okolicach 10km drugiej (ostatniej) rundy na podjeździe, kiedy to moje nogi zaczęły już wyraźnie odczuwać pierwsze szalone kilometry wyścigu. Tu dodam też, że pierwsze metry podjazdu wymagają również lepszego wyczucia roweru, należy zadbać o to by płynnie wytracać prędkość i unikać niepotrzebnych skoków. Mimo, że większość rundy na widoku moim była niewielka grupka zawodników z Anną, to jednak zabrakło sił by ją samotnie dogonić. Tym sposobem na metę udało mi się dotrzeć niecałą minutę za Anną Szafraniec i ponad 2 minuty za Katarzyną Solus-Miśkowicz, nową Mistrzynią Polski w maratonie MTB. Myślę, że na tej trasie rower sprawdził się doskonale. Należę do zawodników, którzy wolą trasy typowo górskie, zatem ten wynik jest dla mnie na prawdę dobry. A radość z jazdy R+ nieoceniona ;)
Teraz z niecierpliwością czekam na kolejny sprawdzian - tym razem w górach, w trudniejszych warunkach. Mam nadzieję, że okazja nadarzy się jeszcze w tym sezonie.