Blog: Michalina Ziółkowska
Zwycięstwo w Pucharze Polski na puddingu z tapioki ;)
Kategoria:
Ostatni w tym sezonie start w Polsce w ramach cyklu Bike Maraton w Ludwikowicach Kłodzkich zakończył się dla mnie zwycięstwem. Przede mną ostatnie wyzwanie, dwa UCI Maratony, najpierw na wulkanicznej portugalskiej wyspie Azory, a na koniec, kolejny już raz, w słynnym festiwalu Roc d'Azur we Francji.
Pudding z tapioki
Długie na 3-4 godziny maratony mają to do siebie, że wysysają z nas wszelkie zapasy glikogenu. Dlatego ostatnie godziny przed startem dobrze jest wykorzystać na solidne i właściwe przyswojenie dobrych węglowodanów. Bardzo lubię wieczór przed startem spędzić zajadając słodki deser. Ostatnim takim eksperymentem, który okazał się wyjątkowo pożywny i smaczny jest pudding z tapioki. Samo przygotowanie jest banalne, kuleczki tapioki zalewamy mlekiem lub wodą, by nieco napęczniały i rozmiękły, następnie na wolnym ogniu gotujemy, dopóki nie staną się przezroczyste (zwykle ok. 15 minut). Dodajemy kakao, coś słodkiego (ja uwielbiam syrop klonowy) i ulubione owoce (gruszka, mango itp) , można posypać orzeszkami, migdałami, co kto lubi. Tapioka jest lekkostrawna, więc ze spaniem nie będzie problemu, a energia potrzebna na wyścig zostanie odpowiednio skumulowana w naszych komórkach.
Puchar Polski na Wielkiej Sowie
Tym razem Bike Maraton zawitał do Ludwikowic Kłodzkich, a więc w rejony całkiem mi bliskie. Sporo lat temu z sąsiedniej wioski Sokolec zaliczyłam swój pierwszy w życiu wypad rowerem na Wielką Sowę. Nie ukrywam, że to jedna z moich ulubionych gór. Dlatego cieszyło mnie, że Wielka Sowa znalazła się na samej trasie, już jako pierwszy mocny akcent rywalizacji. Świadomość tego, że jest to jedyny tak długi i wymagający podjazd nakazywała mi, żeby mocniej rozgrzać mięśnie, by przełamać niemoc na pierwszych kilometrach wyścigów. Wszystko szło zgodnie z planem, na szczycie prowadziłam, więc z lekką swobodą i wielką frajdą pokonywałam kamienisty zjazd. Wiedziałam, że po nim czeka mnie trudniejsze wyzwanie, utrzymać tempo na szybkiej, interwałowej rundzie, gdzie sporo było prostych odcinków. Były też ciekawe fragmenty singli w okolicach Głuszycy, ale przewyższeń niewiele. Giga maraton tą rundę pokonywał dwukrotnie. Lekko nie było, ale mimo wszystko prowadzenie utrzymałam do końca.
W dobrym humorze mogę ruszać klubowym Volkswagenem Crafterem w ostatnią w tym sezonie podróż na południe Europy, gdzie zakończę obecny sezon.