Blog: Michalina Ziółkowska
Placek bananowy i błotniste ściganie czyli BM w Miękini
Kategoria:
W oczekiwaniu na górskie maratony, które dla mnie od zawsze są esencją rywalizacji MTB, pozostają nizinne trasy, takie jak Bike Maraton w Miękini. Z racji bardzo bliskiej odległości od mojego rodzinnego Wrocławia, jasne było, że muszę tam po prostu być. Płaskie trasy w pierwszej części sezonu to świetna okazja na eksperymenty: treningowe, taktyczne, a także kulinarne. To dobry moment na testowanie nowych pomysłów na przedstartowe śniadanie czy przeanalizowanie, jak reaguję na różne obciążenia treningowe.
Placek bananowo-migdałowo-kokosowy
Do tej pory moje śniadanie to była solidna dawka własnoręcznie upieczonego musli z dodatkiem mleka, odżywki białkowej i bananów. Z racji braku odżywki zastanawiało mnie, co może stanowić wartościowe źródło białka. Wybór padł na mix odtłuszczonej mąki migdałowej (39g białka / 100g) i kokosowej (16g białka / 100 g), z której można zrobić pysznego placka. Wystarczy mleko, banan, płatki owsiane, do tego coś słodkiego (ja uwielbiam syrop klonowy). Można dodać np. borówki czy kilka migdałów. Wszystko zależy od tego, jaki chcemy uzyskać skład, proporcje i ile dostarczyć kalorii. Całość można upiec w piekarniku ok. 25 minut i mamy przygotowane pyszne śniadanie. Duża dawka węglowodanów, dodatek białka i odrobina tłuszczy zapewni dłuższe wchłanianie. Gdy się jest przyzwyczajonym do śniadania o 7 rano, to do wyścigu jest jeszcze 4 godziny czasu! Do tego oczywiście aromatyczna kawa i można ruszać w drogę!
Błoto, płasko, szybko
Czego można było się spodziewać po polnych i leśnych ścieżkach w okolicy Wojnowic i Miękini? Na pewno solidnej dawki błota, bo przez ostatnie kilka dni pogoda nie rozpieszczała, a powrót z pracy w piątkowy wieczór w strugach deszczu nie pozostawiał już żadnych złudzeń. Nie ma gór, więc nie są to tereny dla mnie, ale kilka singli i krótkich podjazdów, dużo szybkich, leśnych ścieżek to doskonała okazja, by potrenować wszystko to, z czym mam największy problem - szybkość i dynamika, płynne pokonywanie zakrętów. Tłum spragnionych rywalizacji zawodników, wyraźnie wygłodniałych po długiej zimowej przerwie ruszył od razu mocno. Trochę przespałam pierwszą część wyścigu, a kiedy już się przebudziłam i ożywiłam, dostałam sygnał, że ok 2 minuty przede mną jedzie Magda Sadłecka, która dobrze się odnajduje w tłumie. Dopiero gdzieś przed drugą rundą dystansu Giga, na tym przyjemniejszym fragmencie trasy, gdzie zahaczaliśmy chyba o wszystkie możliwe single w okolicy, złapałam swój rytm i zaczęłam nieco nadrabiać. Ostatecznie dotarłam na metę minutę po Magdzie. Dawno nie miałam okazji nałapać tyle błota po drodze, na koniec popadał deszcz i tak zakończył się mój pierwszy maraton w Polsce.
Kolejnym wyzwaniem będzie jak przed rokiem słynny BIKE Festiwal nad Gardą. Z niecierpliwością czekam na majówkę, kiedy to wraz z ekipą Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team po raz drugi wyruszymy w ten malowniczy włoski zakątek! Oby było więcej słońca, bo góry już na mnie czekają ;)