Trening na pumptrack'u, "pompujemy" i przyspieszamy
Kategoria:
Kolejny trening techniki z endurowcem "Pajonkiem" zaplanowaliśmy na lokalnym pumptracku. To zdecydowanie najlepsze miejsce do podszlifowania techniki "pompowania", którą później będzie można wykorzystać w trudniejszym i bardziej nieprzewidywalnym terenie.
Dlaczego właśnie pumptrack?
Powodów jest kilka - zamyka się w pętlę na niewielkiej przestrzeni, składa się z niewielkich muld, dodatkowo ze świetnie wyprofilowanymi zakrętami z bandami. Najważniejsze, pozwala na jazdę bez pedałowania, ale przy odpowiednim wykorzystaniu balansu ciała. Cała sztuka polega na tym, aby tak umiejętnie pracować własnym ciałem (ręce, nogi), by rower zyskiwał prędkość - inaczej po prostu zatrzymamy się w miejscu.
O co chodzi w "pompowaniu"?
Generalnie chcemy "oszukać" grawitację. W skrócie - zjeżdżając w dół trzeba wyprostować ręce i nogi tak, aby wcisnąć rower w podłoże i nadać mu większą prędkość, wjeżdżając na szczyt muldy z kolei, należy ugiąć ręce i nogi podciągając go do góry, tak aby bez większego wysiłku mógł pokonać szczyt.
Cała zabawa zaczyna się wtedy, jak poczujemy, w których dokładnie momentach dociskać rower, a w których podciągać, gdyż ten czas wykonywania odpowiednich ruchów jest najważniejszy
- "Pajonk" (jeden z prowadzących szkolenia emtb).
Jak to wyglądało w praktyce?
Żeby wykorzystać w 100% zakres pracy ramion i nóg najwygodniej i najefektywniej jest jeździć po pumptrack'u z obniżonym siodłem. Pamiętamy, żeby zachować luz na rowerze i gdy już przyzwyczaimy się do prawidłowej pracy rąk i nóg, nagle poczujemy jak rower sam przyspiesza i zapomnimy, że pedałowanie jest nam jeszcze do czegoś potrzebne. Jeździmy tak długo, aż w końcu poczujemy prawdziwą frajdę.
Na koniec można pościgać się we dwójkę :)