Blog: Michalina Ziółkowska
Złamany obojczyk, rehabilitacja tydzień po tygodniu i powrót na rower
Kategoria:
Minęło już wystarczająco dużo czasu, aby z małą pomocą operacyjnie wstawionej tytanowej blaszki złamana kość obojczyka zrosła się. Przede mną kolejny etap - powrót do formy i pełnej sprawności.
Każdy tydzień w mojej rehabilitacji konsultowałam z rehabilitantem Tomaszem Niedźwiedzkim, co miało wielki plus. Różne objawy i stany w okolicy złamania, które dla mnie były czymś nowym, w jego doświadczeniu zawodowym wyglądały na typowe przy tego rodzaju kontuzjach. W rezultacie miałam świadomość, że wszystko dobrze się goi i ze spokojem mogłam się skupić na zalecanej rehabilitacji. A tą powinno się zacząć jak najszybciej, dlatego już po 3 dniach po operacji spotkałam się po raz pierwszy z Tomaszem. Nie ma co siedzieć bezczynnie i czekać pięć tygodni z ręką w temblaku na zrost, bo skutków negatywnych może być dużo - zanik mięśni, brak ruchomości kończyny itp itd....
Szczęście w nieszczęściu moja kontuzja zbiegła się z końcem sezonu, więc zmusiła mnie do kompletnego odpoczynku od roweru i pozwoliła całkowicie dać się zregenerować wymęczonemu organizmowi i odbudować psychikę. Dlatego w moim przypadku nie było pośpiechu, zwłaszcza jeśli chodzi powrót na rower. Chciałam jednak pozostać aktywna fizycznie na miarę możliwości, aby po zakończeniu leczenia móc zacząć przygotowania do nowego sezonu.
Tydzień 1: Czemu tak boli?
Po opuszczeniu szpitala pierwsze 2-3 doby wydają się nie do zniesienia. Rozrywający ból w okolicy operowanego obojczyka można jedynie zagłuszyć różnymi środkami przeciwbólowymi. Kiedy mija najgorsze, można śmiało udać się na spacer, z pomocą temblaka ręka będzie wystarczająco zabezpieczona przed nadmiernym ruchem. Pora w końcu się ruszyć zamiast użalać nad własnym losem.
Pierwsze zalecenia rehabilitanta to ruch w zamkniętym układzie kinematycznym, np z kijem - delikatny ruch w przód i na boki. Zaczynam ćwiczenia izometryczne, opieram rękę o ścianę i napinając mięsień odpycham od niej. Opieram się na przedramieniu na stole i napinam mięsień, by unieść bark. To ważne, żeby powtarzać codziennie, najlepiej rano i wieczorem. Mięśnie zanikają na prawdę bardzo szybko!
Tydzień 2: Ćwiczenia izometryczne i spacery
Niewiele zmienia się w drugim tygodniu, uczucie strzelania kości w okolicy barku bywa frustrujące. Rehabilitant uspokaja, nie ma obaw, bo tytanową blaszkę nie tak łatwo zgiąć czy złamać. Dokładam kolejne ćwiczenia izometryczne, łapię dłonią ścianę i próbuję ją przesunąć.
10 dzień to czas, aby wyciągnąć szwy. Może nie będzie tak ciągnęło skóry? Spacery też są fajne, więc trzeba wykorzystać jesienne słońce i poznać najbliższą okolicę. Można trochę pobudzić mięśnie brzucha czy też przypomnieć sobie jak się robi przysiady. Zasada jest prosta, jak to powtarzał Tomek Niedźwiedzki - ból do 5 (w skali 1-10) możesz ćwiczyć! Byle nie podnosić łokcia wyżej niż bark.
Tydzień 3: Siłownia na nogi?
Przyszedł ten moment, kiedy spacery stały się zbyt monotonne. Przyszła mi na myśl siłownia, trening nóg z własnym ciężarem. Przysiady, wykroki, przeskoki, wszystko co pozwala trzymać rękę i tułów w stabilnej pozycji. 5 serii (po 30 sekund z 15 sek przerwą między ćwiczeniami i ok 1 min między seriami) wystarczyło żeby przez kolejne dni zapomnieć o bólu w obojczyku kosztem bolących ud i pośladków.
W rehabilitacji dokładam kolejne ćwiczenie izometryczne - ściąganie łopatek z napięciem mięśni i przytrzymaniem.
Tydzień 4: Trenażer? Treking?
Długo walczyłam z myślą o wyciągnięciu trenażera, bo przywoływał dużo negatywnych wspomnień, ale już zaczęło mi brakować roweru i w końcu nastąpił ten moment. Nie ukrywam, że komfortu nie ma, ręka jest słaba, sztywnieje bark od podtrzymywania kierownicy, ale można pokręcić ;)
Dużo lepszym rozwiązaniem jest pójście w góry, ale z taką dozą ostrożności, szczególnie przy schodzeniu, żeby przypadkiem nie było wywrotki. Kamienie jesienią bywają już pokryte śniegiem.
Tydzień 5: A może już się zrosło? I co dalej?
Okolice 5 tygodnia dobry moment na RTG kontrolne. Kość potrzebuje koło 6 tygodni, by się wygoić. Tak też i się stało w moim przypadku. Teraz muszę przywrócić pełen zakres ruchu. Ćwiczenia izometryczne idą w odstawkę, z pomocą przychodzi bardzo popularny "plank", przodem, bokiem... jak najczęściej, jak najwięcej.
No i w końcu można spacer zamienić na jazdę na rowerze, póki co na szosie i powoli. Długa przerwa od jazdy i osłabione ramię będą mocno odczuwalne, więc jeszcze trochę czasu upłynie nim zacznę normalne treningi. A moje ukochane górskie ścieżki muszą jeszcze poczekać...