Michalina Ziółkowska (airmisio) | Blog

Rezultat: 102 - strona: 3/7

Debiut w tv Sportowy Wrocław i powrót do treningów

Kategoria: Treningi

Komentuj

Zdecydowanie lepiej czuję się na rowerze niż przed kamerą, ale z przyjemnością spotkałam się z Alicją Sękowską z portalu Sportowy Wrocław na krótką rozmowę o mojej wielkiej pasji, jakiej od lat oddaję się w wolnych chwilach - kolarstwu górskiemu. Już od najmłodszych lat góry mnie fascynowały, a wysiłek fizyczny pozwalał mi spożytkować nadmiar energii. Kiedy połączyłam rower i góry wyszedł układ wręcz idealny! Zaczęło się od rekreacji, a sportowy duch wciągnął mnie w wir wyścigów. Najpierw rower pozwolił mi wrócić do sportu po rekonstrukcji więzadła, a ostatnio na chwilę kazał mi się zatrzymać po tym, jak złamałam obojczyk.

Wszystko to w krótkim wywiadzie video: Jak kobieta z kobietą. Michalina Ziółkowska [WIDEO].

Czas przygotowań do nowego sezonu

Przerwę od treningów po kontuzji udało mi się wykorzystać na odpoczynek, ale o rowerze nie zapomniałam.

więcej »

"Jak bardzo tego chcesz?" - tą książkę trzeba przeczytać!

Kategoria: Treningi

Komentuj

Długie, jesienne wieczory to doskonała okazja na ciekawą lekturę, tym bardziej, jeśli ta doda nam zastrzyku pozytywnej energii w zimowych przygotowaniach do nowego sezonu. Nie od dziś wiadomo, że psychika odgrywa nie mniej ważną rolę w sporcie niż treningi czy właściwa dieta. Warto więc poświęcić trochę czasu nad tą sferą, a książka Matta Fitzgeralda "Jak bardzo tego chcesz? Psychologiczny model zwyciężania" to świetny punkt odniesienia. 

Każdy, kto choć raz wziął udział w zawodach kolarskich na pewno rozgrywał swój wewnętrzny wyścig, kiedy ból odczuwalny w niemal każdej komórce ciała krzyczał dość, a w głębi duszy jakaś siła nie pozwalała nam się poddać i nakazywała jechać dalej! Niezależnie od wytrenowania i klasy zawodnika, aby osiągnąć mistrzostwo, trzeba wykształcić w sobie metody pokonywania bólu, aby zbliżyć sie do absolutnych granic możliwości. 

Książka "Jak bardzo tego chcesz?" doskonale uświadamia jak psychika jest istotna w sportach wytrzymałościowych. Każdy rozdział to osobna historia, prawdziwa i niezwykle wciągająca. To odrębny psychologiczny problem, jaki staje na drodze zawodnika. Kiedy ma się za sobą kilka lat treningów i startów, nietrudno w opisywanym aspekcie znaleźć cząstkę analogii z własnego życia. Niezależnie od celów, jakie sobie wyznaczamy, podejmując rywalizację staczamy wewnętrzną walkę.

więcej »

Złamany obojczyk, rehabilitacja tydzień po tygodniu i powrót na rower

Kategoria: Zdrowie

Komentuj

Minęło już wystarczająco dużo czasu, aby z małą pomocą operacyjnie wstawionej tytanowej blaszki złamana kość obojczyka zrosła się. Przede mną kolejny etap - powrót do formy i pełnej sprawności. 

Każdy tydzień w mojej rehabilitacji konsultowałam z rehabilitantem Tomaszem Niedźwiedzkim, co miało wielki plus. Różne objawy i stany w okolicy złamania, które dla mnie były czymś nowym, w jego doświadczeniu zawodowym wyglądały na typowe przy tego rodzaju kontuzjach. W rezultacie miałam świadomość, że wszystko dobrze się goi i ze spokojem mogłam się skupić na zalecanej rehabilitacji. A tą powinno się zacząć jak najszybciej, dlatego już po 3 dniach po operacji spotkałam się po raz pierwszy z Tomaszem. Nie ma co siedzieć bezczynnie i czekać pięć tygodni z ręką w temblaku na zrost, bo skutków negatywnych może być dużo - zanik mięśni, brak ruchomości kończyny itp itd....

Szczęście w nieszczęściu moja kontuzja zbiegła się z końcem sezonu, więc  zmusiła mnie do kompletnego odpoczynku od roweru i pozwoliła całkowicie dać się zregenerować wymęczonemu organizmowi i odbudować psychikę.  Dlatego w moim przypadku nie było pośpiechu, zwłaszcza jeśli chodzi powrót na rower. Chciałam jednak pozostać aktywna fizycznie na miarę możliwości, aby po zakończeniu leczenia móc zacząć przygotowania do nowego sezonu.

Tydzień 1: Czemu tak boli?

Po opuszczeniu szpitala pierwsze 2-3 doby wydają się nie do zniesienia. Rozrywający ból w okolicy operowanego obojczyka można jedynie zagłuszyć różnymi środkami przeciwbólowymi.

więcej »

Kontuzja - jak przetrwać ten trudny czas?

Kategoria: Zdrowie

Komentuj

Kontuzja w świecie sportu wywołuje wiele negatywnych emocji. Złość, bezradność, rozgoryczenie, rozpacz to tylko niektóre z towarzyszących sportowcom odczuć. Nie pierwszy raz doświadczam podobnego stanu. Złamany obojczyk pokrzyżował moje plany w końcówce sezonu i pozbawił mnie długo oczekiwanego wyjazdu na Lazurowe Wybrzeże i startu w Roc d’Azur! Co więcej, uziemił mnie na dobre kilka tygodni, których operacyjnie zespolona kość potrzebuje do pełnego zrostu.

  • Najpierw akceptacja...

Narzekanie i rozczulanie się nad sobą jeszcze nikogo nie uzdrowiło. Czasu cofnąć się nie da, więc zastanawianie się nad tym, co by było, gdyby... nic już nie zmieni. Kontuzja to często wynik całego splotu wydarzeń z naszej przeszłości. Więc pierwszym krokiem w kierunku zdrowia i powrotu do treningów jest akceptacja stanu w jakim się znaleźliśmy. Cóż, stało się, trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość i skupić się na dobrych stronach wymuszonej przerwy w treningach.

  • Gdzie są te dobre strony?

Pierwsze pytanie jakie się nasuwa, czy w ogóle są dobre strony kontuzji? Z początku wydaje się to niedorzeczne, jak 5 tygodni bez treningu może być korzystne dla kogoś, kogo kilka ostatnich lat kręciło się wokół treningów i wyścigów. Cóż, może właśnie odpoczynek jest potrzebny!

Prawdę mówiąc nie pamiętam, by urlop w pracy nie oznaczał wyjazdu na obóz treningowy czy wyścig.

więcej »

Azory, UCI Marathon i złamany obojczyk

Kategoria: Wyścigi i rajdy

Komentarze (1)

Azores UCI World MTB Marathon przedwcześnie kończy drugi sezon w teamie Volkswagen Samochody Użytkowe MTB. Piękne zwycięstwo odniosła legenda MTB Gun Rita Dahle Flesja, ja na metę dotarłam druga. Niestety fatalny upadek kilka kilometrów przed metą skutkował złamaniem obojczyka, co definitywnie wyklucza mnie z planowanego udziału w Roc d’Azur.

  • Azory, Czemu nie?

Pomysł wyjazdu na UCI Marahon na Azory z początku wydawał się nieco szalony, ale po dłuższej analizie stawał się całkiem realny. Jako, że zamierzałam go połączyć z wyjazdem na Lazurowe Wybrzeże na Roc d’Azur, zaplanowałam dojazd do Lyonu teamowym Crafterem, stamtąd wylot na tydzień na wyspę. Po powrocie drugi tydzień miałam spędzić na południu Francji.

  • Treningi w wulkanicznym krajobrazie

Niemal 30 godzin zajęło nam dotarcie na wyspę Saõ Miguel, jedną z kilku wchodzących w skład Azorów. Przywitała nas piękna słoneczna pogoda. Na pierwszy trening zaplanowałam wjazd na zachodni wulkan, przez który miała przebiegać trasa wyścigu. Po 700 m podjazdu zaczynają być widoczne malownicze jeziorka wypełniające krater wulkanu. Jazda po samym kraterze pozwala nam zdobyć jeden z szczytów wznoszący się na niecałe 900 m. Widoki jakie wyspa przed nami odsłania są niezwykłe.

Kolejny trening miał kończyć się na innym wulkanie, w środkowej części wyspy, tym razem podjazd szosą na ok. 900m. Widok jaki zastaliśmy na górze był jak z bajki.

więcej »

Zwycięstwo w Pucharze Polski na puddingu z tapioki ;)

Kategoria: Wyścigi i rajdy

Komentuj

Ostatni w tym sezonie start w Polsce w ramach cyklu Bike Maraton w Ludwikowicach Kłodzkich zakończył się dla mnie zwycięstwem. Przede mną ostatnie wyzwanie, dwa UCI Maratony, najpierw na wulkanicznej portugalskiej wyspie Azory, a na koniec, kolejny już raz, w słynnym festiwalu Roc d'Azur we Francji.

Pudding z tapioki

Długie na 3-4 godziny maratony mają to do siebie, że wysysają z nas wszelkie zapasy glikogenu. Dlatego ostatnie godziny przed startem dobrze jest wykorzystać na solidne i właściwe przyswojenie dobrych węglowodanów. Bardzo lubię wieczór przed startem spędzić zajadając słodki deser. Ostatnim takim eksperymentem, który okazał się wyjątkowo pożywny i smaczny jest pudding z tapioki. Samo przygotowanie jest banalne, kuleczki tapioki zalewamy mlekiem lub wodą, by nieco napęczniały i rozmiękły, następnie na wolnym ogniu gotujemy, dopóki nie staną się przezroczyste (zwykle ok. 15 minut). Dodajemy kakao, coś słodkiego (ja uwielbiam syrop klonowy) i ulubione owoce (gruszka, mango itp) , można posypać orzeszkami, migdałami, co kto lubi. Tapioka jest lekkostrawna, więc ze spaniem nie będzie problemu, a energia potrzebna na wyścig zostanie odpowiednio skumulowana w naszych komórkach.

Puchar Polski na Wielkiej Sowie

Tym razem Bike Maraton zawitał do Ludwikowic Kłodzkich, a więc w rejony całkiem mi bliskie. Sporo lat temu z sąsiedniej wioski Sokolec zaliczyłam swój pierwszy w życiu wypad rowerem na Wielką Sowę. Nie ukrywam, że to jedna z moich ulubionych gór. Dlatego cieszyło mnie, że Wielka Sowa znalazła się na samej trasie, już jako pierwszy mocny akcent rywalizacji.

więcej »

Niedokończone Mistrzostwa Polski w Maratonie MTB...

Kategoria: Wyścigi i rajdy

Komentuj

Walka o obronę tytułu Mistrzyni Polski w Maratonie MTB zakończyła się dla mnie w tym roku w najgorszy możliwy sposób, przez defekt. Nie było mi dane rywalizować na trasie, ani nawet dojechać do mety. Przez ostatnie tygodnie razem z trenerem staraliśmy się ułożyć tak treningi, by w Jeleniej Górze móc zaprezentować dobrą formę, tak jak na wielu górskich maratonach.

Wszystko zapowiadało się dobrze. Po uroczystym starcie na Rynku wiadomo było, że pierwsze kilkanaście kilometrów nie wniesie nic wielkiego do rywalizacji, a prawdziwy maraton rozpocznie się, gdy dojedziemy do wzniesień. Rzadko kiedy dobrze zaczynam pierwsze podjazdy, więc nie oczekiwałam, że tym razem będzie inaczej, a raczej nastawiałam się na to, że właściwy rytm przyjdzie gdzieś na rundzie Giga. Tyle, że po pokonaniu Łopaty i oczekiwanym rozjezdzie, po najdłuższym, kamienistym zjeździe, niewiele udało mi się przejechać, gdy po raz pierwszy łańcuch wyskoczył mi poza przednią zębatkę. Po 2-3 postojach i kolejnej próbie włożenia go na swoje miejsce zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie przekręcić korbą, bo łańcuch ewidentnie coś spychało z tarczy. Zjechałam na sam dół i zastanawiałam się, co się dzieje. Wtedy znalazł się życzliwy kolarz, który starał się pomóc i wyprostować, jak się okazało, wygięty ząbek. Czas uciekał, rywalki też, ale próbowałam jechać dalej. Tyle, że napęd nie pracował dobrze, łańcuch się klinował, a na szybkim zjeździe po prostu spadał. Do tego wszystkiego zaczęło mi schodzić powietrze w tylnej oponie. Kiedy rafka zaczęła dobijać na każdej wystającej przeszkodzie, a łańcuch znów wisiał mi poza tarczą, wtedy definitywnie skończył się mój wyścig.

więcej »

Jak poprawić technikę zjazdu w terenie? 5 wskazówek od Pajonka

Kategoria: Treningi

Komentuj

Zjazdy w terenie, nie ważne czy po idealnie wyprofilowanych singlach, czy po trudnych, nieprzewidywalnych szlakach, potrafią sprawić mnóstwo frajdy. Kluczowym elementem jest nasza technika. Im lepsza, tym większą osiągamy płynność jazdy, a to z kolei pozwala bezpieczniej i szybciej pokonywać kolejne kilometry. Im więcej czasu poświęci się na doskonalenie techniki, tym więcej można odczuć przyjemności z jazdy. Zawsze jest coś do poprawy, co uświadomiła mi wspólna jazda z prowadzącym na co dzień szkolenia MTB Maciejem "Pajonkiem".

Od naszego ostatniego treningu na Rychlebskich Ścieżkach minęły ponad dwa lata i wydawało mi się, że moja jazda jest już bez zarzutów ;) W końcu poprawiłam prędkość na zjeździe! Cóż, szybko zostałam sprowadzona na ziemię, wciąż brakowało mi podstawowych nawyków, kluczowych do uzyskania lepszej kontroli nad rowerem.

5 cennych wskazówek od "Pajonka"

Po jednym wspólnym przejeździe słynnego Superflow'a zostało mi w głowie pięć prostych wskazówek, które pozwoliły mi z większą swobodą i przyjemnością pokonywać kolejne bandy i garby.

  • Pozycja: łokcie zgięte, pięty w dół, nogi lekko zgięte, tułów w dól i.....

więcej »

Ischgl - Ironbike Marathon i Silvretta Arena jako genialna miejscówka na MTB!

Kategoria: Wyścigi i rajdy

Komentuj

Legendarny austriacki wyścig 22. Ironbike Marathon w Ischgl stanowił nowe wyzwanie w moim tegorocznym sezonie startowym. Moją uwagę, poza umiejscowieniem w Alpach, przykuł niezwykle wymagający profil wyścigu! Na trasie najdłuższego dystansu (79 km & 3820m)- dwa potężne wzniesienia: Greitspitze (podjazd o przewyższeniu 1500 m) oraz Palinkopf (kolejne 1000 m w pionie). I właśnie ten sobotni maraton, który skończyłam ostatecznie na 3 miejscu, był najważniejszym celem mojego kilkudniowego wypadu do Ischgl.

Miasteczko położone na wysokości ok 1350 m w niezwykle urokliwej okolicy, w otoczeniu gór, okazało się idealną miejscówką na MTB. Dookoła przepiękny teren otwarty na eksplorację na rowerach. Jest spora ilość wyciągów, gdzie śmiało można zapakować się z rowerem i cieszyć się downhill'em czy freeride'm. Szutrowe ścieżki o znośnym nachyleniu ucieszą też tych, co kochają uphill'e.

Alpenhaus Trophy - nocny uphill na rozgrzewkę!

W tym roku oprócz maratonu zorganizowano cały Ischgl Ironbike Festival, gdzie w ciągu 3 kolejnych dni odbywały się dodatkowe imprezy, w tym nocny uphill Alpenhaus Trophy. W środowy wieczór od 20:30 można było spróbować swoich sił na trasie z Ischgl do stacji kolejki Idalp, łącznie 7.33 km i 921m przewyższenia.

więcej »

Pechowe Mistrzostwa Świata w maratonie MTB kończę na 14msc

Kategoria: Wyścigi i rajdy

Komentuj

Start w Mistrzostwach Świata jest zawsze wyjątkowy ze względu na rangę i atmosferę. W tym roku gospodarzem było francuskie miasteczko Laissac, a trasa wyznaczona na okolicznych wzgórzach była niezwykle wymagająca. Co prawda podjazdy były krótkie - po kilkadziesiąt do 300m w pionie, ale teren obfitował w trudne techniczne odcinki.

Właściwie do ostatnich dni nie byłam pewna swojego udziału w tej imprezie, na dodatek tuż po powrocie z Włoch dopadła mnie infekcja. Cały wtorek przeleżałam z gorączką w łóżku z nadzieją, że szybko minie. W czwartek byłam już w drodze. Dwa dni przed startem były dla mnie nerwowe, nie miałam pojęcia w jakiej będę dyspozycji, a do tego wszystkiego dawały mi znać o sobie potluczone przed tygodniem żebra.

Mimo wszystko w niedzielę rano byłam pozytywnie nastawiona i zmobilizowana do walki. Miałam przyjemność stać w pierwszym rzędzie obok czołowych zawodniczek świata. Po starcie zapomniałam o wszystkich problemach i starałam się trzymać czołówki na pierwszym podjeździe. Dobrze mi szło, na bardziej stromych odcinkach przeskoczyłam w okolice 8 miejsca. Kolejne kilometry układały się po mojej myśli, techniczne zjazdy szły dobrze, na podjazdach jechałam płynnie i w równym tempie, co pozwalało utrzymywać pozycję w 10.

Niestety kolo 25km goniłam Włoszkę na zjeździe i pomyliłyśmy trasę. Gdy na końcu singla zastała nas taśma było jasne, że trzeba “z buta” wracać do góry. Było małe zamieszanie, bo następne zawodniczki też jechały źle, tylko dużo szybciej mogły wrócić na trasę. W tym momencie dotarło do mnie, że wysiłek włożony w pierwszej części wyścigu właśnie poszedł na marne, a dobry wynik zostanie w sferze marzeń.

więcej »

Sellaronda Maraton - o tym jak zostać HERO

Kategoria: Wyścigi i rajdy

Komentarze (1)

Wyścig Sellaronda Hero zaliczany do UCI Marathon Series był jednym z najważniejszych dla mnie w obecnym sezonie startem. Sam wjazd na metę tego wymagającego maratonu to powód do dumy, a jeśli się wjeżdża na drugim miejscu ustępując jedynie Sally Bigham to jest niesamowite uczucie! Organizatorzy postarali się nawet o biało-czerwoną flagę dla mnie, by móc ją dumnie zaprezentować na tzw. “Flower ceremony”! Ale zanim po raz trzeci zasłużyłam na tytuł Hero musiałam stoczyć prawdziwą walkę z nieobliczalną górską naturą…

Start o 7:10 rano wymusza pobudkę o 4:30 rano na solidne śniadanie, a związany z tym stres sprawia, że drobny hałas w środku nocy może łatwo wybudzić z płytkiego snu. Nic dziwnego, że o pierwszej w nocy stukający o szyby grad postawił mnie na nogi, zdawało mi się, że już czas na pobudkę, na szczęście pozostało mi jeszcze trochę snu. Kiedy jednak świt zajrzał do okna i włączył sie alarm, skończyła się sielanka. O 6:30 byliśmy już z Bogdanem Czarnotą gotowi do drogi, kilka kilometrów dzielących nasz pensjonat od startu postanowiliśmy wykorzystać na rozgrzewkę. Mimo optymistycznnych prognoz zapowiadających ok. 10 stopni nasze Garminy pokazywały niewiele ponad zero. O 7 stałam już w pierwszym sektorze, a słońce nieśmiało przebijało się przez niezwykłe rzeźby szczytów Dolomitów. Myśl o kilkukilometrowym podjeździe na Dantercepies 2298m, który za chwilę mnie czeka, podgrzewał temperaturę moich mięśni i pozytywnie mnie mobilizował. Rywalizacja w górach zresztą zawsze dawałami największą satysfakcję.

W końcu strzeliło konfetti i ulicami Selvy val Gardeny ruszył kobiecy peleton.

więcej »

PP w Bukowinie Tatrzańskiej i w końcu góry!

Kategoria: Wyścigi i rajdy

Komentuj

Kilka dni spędzonych w górach w środku maja sprawiło, że na nowo obudziły się we mnie wszystkie pozytywne emocje związane z kolarstwem MTB. Mimo dużego uczucia zmęczenia po dość ciężkich treningach, start w Bike Maratonie w Wałbrzychu na trudnej fizycznie trasie z dużą liczbą przewyższeń, dał mi wiele frajdy i odrobinę optymizmu przed czekającymi mnie ważnymi startami w Maratonach z kalendarza UCI. Ostatnim sprawdzianem przed wyjazdem w Dolomity na HERO był Puchar Polski w Maratonie MTB w Bukowinie Tatrzańskiej rozgrywany w ramach Maratony Rowerowe Lang Team.

W tej edycji nie mogło zabraknąć gór, bo przecież z samej Bukowiny roztacza się widok na przepiękne polskie Tatry! To też rodzinna miejscowość klubowej koleżanki Kasi Solus-Miśkowicz, gdzie mogłam gościnnie zatrzymać się, gdy w piątek późną porą w końcu udało mi się dotrzeć na miejsce. Nocne opady deszczu i poranna mżawka zapowiadały, że będzie błotniście! Przed nami były 3 rundy po ok 20 km, na każdej kilka ciężkich fizycznie podjazdów, nie za długich - bo do 200 m w pionie - ale na pewno selektywnych! Na starcie obok Kasi, inne kadrowiczki, co zapowiadało ciekawą rywalizację.

Tuż po starcie zaczynał się asfaltowy podjazd i zgodnie z przypuszczeniami dziewczyny ruszyły bardzo mocno, ja zaczęłam z lekką rezerwą, mając w świadomości, że przede mną niełatwy wyścig. Szybko jednak dochodziłam kolejne rywalki na podjazdach.

więcej »

Gór nie oszukasz czyli zmagania z maratonem nad Gardą

Kategoria: Wyścigi i rajdy

Komentuj

Jaki jest Rocky Mountain Bike Maraton - słynny wyścig w ramach wielkiego Festiwalu Rowerowego Garda Trentino? Bez cienia wątpliwości ciężki! Ronda Grande i Extrema to połączenie sztywnych, fizycznych podjazdów, głównie szutrowo-asfaltowych z trudnymi technicznie, wąskimi i kamienistymi singlami biegnącymi w dół. Nachylenie nierzadko przekracza 20%, a każdy podjazd to kilkaset metrów do pokonania w pionie. Nic więc dziwnego, że ten wyścig bezlitośnie odkrywa nasze słabości. Będąc nie w pełni sił szybko przekonujemy się, że góry to “mocny przeciwnik”.

W miniony weekend z drużyną Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team nie mieliśmy tyle szczęścia co rok temu, przytrafiła mi się infekcja, a Bogdan Czarnota walczył z wirusem grypy żołądkowej. Już dawno zadecydowałam, że wystartuję na najdłuższym dystansie 90 km i prawie 4 tys. przewyższeń. Wymuszony chorobą brak pełnych treningów sprawiał, że na krótkim objeździe trasy czułam przypływ świeżości i z wielką niecierpliwością czekałam na mój pierwszy w tym roku start w górach.

Na wyścigu, niestety, szybko dała mi się we znaki słabsza dyspozycja, już w połowie pierwszego podjazdu coś się zacięło, wyraźnie czuć było, że nie mogę znaleźć dobrego rytmu, a w nogach brakuje mocy. Kolejny podjazd potwierdził moje obawy, to zdecydowanie nie był mój dzień. Pozostało mi skupić się na tym, by spokojniej pokonać cały dystans i nacieszyć się zjazdami po genialnych singlach. Sam wyścig skończyłam z czasem 5:46:55 na 4 miejscu w Elicie Kobiet. Wygrała Litwinka Katazina Sosna (5:28:00).

więcej »

Placek bananowy i błotniste ściganie czyli BM w Miękini

Kategoria: Wyścigi i rajdy

Komentuj

W oczekiwaniu na górskie maratony, które dla mnie od zawsze są esencją rywalizacji MTB, pozostają nizinne trasy, takie jak Bike Maraton w Miękini. Z racji bardzo bliskiej odległości od mojego rodzinnego Wrocławia, jasne było, że muszę tam po prostu być. Płaskie trasy w pierwszej części sezonu to świetna okazja na eksperymenty: treningowe, taktyczne, a także kulinarne. To dobry moment na testowanie nowych pomysłów na przedstartowe śniadanie czy przeanalizowanie, jak reaguję na różne obciążenia treningowe.

Placek bananowo-migdałowo-kokosowy

Do tej pory moje śniadanie to była solidna dawka własnoręcznie upieczonego musli z dodatkiem mleka, odżywki białkowej i bananów. Z racji braku odżywki zastanawiało mnie, co może stanowić wartościowe źródło białka. Wybór padł na mix odtłuszczonej mąki migdałowej (39g białka / 100g) i kokosowej (16g białka / 100 g), z której można zrobić pysznego placka. Wystarczy mleko, banan, płatki owsiane, do tego coś słodkiego (ja uwielbiam syrop klonowy). Można dodać np. borówki czy kilka migdałów. Wszystko zależy od tego, jaki chcemy uzyskać skład, proporcje i ile dostarczyć kalorii. Całość można upiec w piekarniku ok. 25 minut i mamy przygotowane pyszne śniadanie. Duża dawka węglowodanów, dodatek białka i odrobina tłuszczy zapewni dłuższe wchłanianie.

więcej »

Kamenjak Rocky Trails czyli ciąg dalszy przygotowań do sezonu

Kategoria: Wyścigi i rajdy

Komentuj

Festiwal rowerowy Kamenjak Rocky Trails odbywający się na Chorwacji to świetna okazja na pierwsze starty w sezonie. Już czwarty rok z rzędu wybrałam się tam razem z ekipą Volkswagen Samochody Użytkowe MTB Team. Czasu do zastanowienia nie było za wiele, bo praktycznie tuż po powrocie ze zgrupowania miałam jeden dzień na przepakowanie i znów ruszałam w drogę. Ale znałam te wyścigi z lat poprzednich i doskonale wiedziałam, że są idealne na kolejny etap przygotowań do startów w maratonach.

Wyścig cross-country na wymagającej, technicznej trasie, pełnej kamieni oraz bardzo szybki maraton na płaskiej rundzie biegnącej wzdłuż wybrzeża były idealne do pracy nad moimi słabymi stronami - techniką, dynamiką i szybkością. Wynik był dla mnie sprawą drugorzędną, tym bardziej, że nie miałam jeszcze okazji odpocząć po ciężkim zgrupowaniu i długiej podróży. Treningi na trasie szybko pozwoliły mi sobie przypomnieć co mnie czeka.

20. XCO Premantura Rocky Trail UCI C1

W samo południe na starcie nie zabrakło faworytki - Tanja Žakelj triumfowała w ubiegłych latach i tym razem również pokazała, że należy do światowej czołówki. Jak zwykle trudno mi było tuż po starcie, bo zwykle potrzebuję więcej czasu na to, by poczuć właściwy rytm. Kiedy na trzeciej rundzie wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku i niedaleko przede mną jechała Katarzyna Solus-Miśkowicz (w tym roku dołączyła do teamu Volkswagen Samochody Użytkowe), na jednym ze zjazdów opona rozcięła mi się o skałę, co zmusiło mnie do wycofania się z wyścigu.

więcej »